Jaworowy Dwór - 12-14 listopad 2010 Email

Trochę na GPS, trochę na azymut i trochę na czuja zameldowaliśmy się na pozycji. Celem był ośrodek Jaworowy Dwór nad jez. Dymno  (Koczała). Był późny wieczór gdy wśród leśnej głuszy nozdrza nasze wychwyciły niedaleką obecność pieczonej dziczyzny, wędzonych pstrągów, … Do dzisiaj nikt z nas nie wie jak to się stało, że już po niedługim czasie siedzieliśmy za stołem sycąc nasze zmysły bogactwem miejscowej kuchni. Pan Staszek wraz małżonką zadbali nie tylko o sympatyczną, rodzinną atmosferę ale i wykazali się kunsztem kuchni myśliwskiej, na którą jesteśmy łasi, oj łasi. Na kojo w ciepłych domkach odprowadziła nas suczka Aida i kot, który z dystansu kontrolował całość wydarzeń.


Następny dzień to nie tylko nurkowanie ale i wielki dzień naszego kolegi. Oto bowiem Jacek postanowił skończyć z kriopeelingowaniem się poprzez jesienno zimowe macerowanie się w „mokrym” i wstąpił w krystaliczne wody jeziora w „suchym”. Było pysznie i to nie tylko z powodów wspaniałych grzybów wykonanych przez Jacka – specjalnie ( first time in dry suit ) ale i w ogóle. Krzychu na 9 m znalazł szczupaka Jake’a, o którego martwił się Pan Staszek a my z Jackiem na 15 m pogadaliśmy z rakiem Elwoodem i po przybiciu „piony”, w ramach obywania się z „suchaczem” zrobiliśmy książkowe wynurzenie w toni. Jak później się okazało wyszedł piękny rzymski profil – wiadomo Jacka. Klimatyczny obiad w towarzystwie sympatycznych gospodarzy przeciągnął się do kolacji. W tym czasie poznaliśmy miejscową historię, której barwnie opowiadał Pan Staszek. Szukanie śladów tych wydarzeń stało się celem naszego pieszego wypadu w dniu następnym. Wieczorem Krzychu zajął się analizą profili w tym nurkowych a reszta towarzystwa wzięła udział w charakterystycznych dla erkowych wyjazdów warsztatach „malowania światłem”. Dało nam to dużo satysfakcji i przeżyć estetycznych. Trzeba było widzieć te pociągnięcia światłem mistrza Jacka. Następnego trzeciego dnia spotkaliśmy naszych nurkowych przyjaciół z Ustki i po wspomnianym pieszym wypadzie przyszedł czas pożegnania. Zaopatrzeni w miód gryczany i łezkę w oku wyruszyliśmy w drogę powrotną. Pozostały fajne wspomnienia i smutne żegnające psie oczy Aidy.

W wyjeździe brali udział Erkowicze: Anita, Ela, Jacek, Krzysztof (Kol. Prezes), Krzychu i Janek. Ogólnie było the best.

 

 
© ERKA 2010