Egipt - wrzesień 2010 Email

Z nadejściem jesieni wraz z odlatującymi ptakami opuściliśmy naszą gościnną Bydzię by po kilku godzinach lotu zameldować się w z góry upatrzonym hotelu na granicy morskiego błękitu i wszechbeżu Sharm El Sheikh. Głównym założeniem był odpoczynek bierny i aktywny. W ramach tego pierwszego intensywnie byczyliśmy się wykorzystując czasami specjalistyczne urządzenia miejscowych placów zabaw. Nawet w przyhotelowym brodziku Krzychowi udało się wykorzystując zjeżdżalnię wywołać tsunami. Jak każde tsunami i to wywołało może nie tyle spustoszenie ile emocje. Wypoczynek aktywny to przede wszystkim nurkowanie i to na wraki.

Jednym z celów był leżący na 30 m dość odległy od brzegu wrak brytyjskiego transportowca ss Thistelgorm (126,5 m długości). Odkrywcą wraku we wczesnych latach 50-tych ubiegłego wieku był nie byle kto – sam Jaques Cousteau. Statek został zwodowany w czerwcu roku 1940. Jednak długo nie pływał, ponieważ dnia 6 października 1941 został zatopiony przez dwa niemieckie samoloty Heinkel He 111. Niestety nie udało nam się zanurkować w rocznicę zatopienia, spóźniliśmy się o trzy dni. Wypłynęliśmy w międzynarodowym składzie i tym samym przygotowania przysporzyły nam ciekawych spostrzeżeń. Oto bowiem do zanurzenia się w wodzie o temp. 28°C szykowali się meni i menki w cienkich bermudach i w grubych neoprenowych suchaczach. Niebawem zawieszeni w 3D znaleźliśmy się u celu. Wśród wszechobecnie kręcącej się barwnej morskiej fauny ujrzeliśmy zdeformowany kadłub statku, na którego pokładzie oraz w ładowniach do dzisiaj oglądać można przewożony ładunek, którym są m.in. różnego rodzaju pojazdy – ciężarówki, lekkie czołgi, lokomotywy, zgniecione jak puszki po piwie cysterny kolejowe. Płynąc przez mroczne i ciasne ładownie szczególne wrażenie wywołuje widok równiutko poustawianych, w sumie fabrycznie nowych, motocykli (ponad 160). Wyrwane ciemności światłem naszych lamp fragmenty wnętrza statku stwarzały fascynujące wrażenie. W dalszej części eksploracji wraku można było dostrzec pociski artyleryjskie, których wygładzone dłońmi naszych poprzedników zapalniki świeciły w półmroku jak gwiazdki niespodzianki.

Nie raz jeszcze na wypływających w morze łajbach z nurkami można było widzieć koszulki z logo ERKI.

Oprócz nurkowań zorganizowanych (np. w Parku Narodowym Ras Mohammad) nawilżaliśmy nasz naskórek w pobliżu raf sąsiadujących z hotelem. Bogactwo różnych form życia wodnego urzekało nas zarówno w dzień jak i w nocy. Nasze archiwum foto-video wzbogaciło się o następne gigabajty fantastycznych wspomnień.

Po krótkim czasie zawartość naszych koszulek pokryła się szlachetną trochę beżową patyną khaki rodem z Indiana Jones i o to chodziło.



Bydzia przywitała nas już mocno jesienną aurą a z samolotu, który szczęśliwie wylądował na lotnisku wysypała się cała nasza „beżowa” wiara czyli Anita, Ela, Kasia, Marlena, Jacek, Krzysiek, Piotr oraz Radek. Impreza była jak to Tina śpiewała „Simply the Best”.

 
© ERKA 2010