Wiosenny weekend eksploracyjny Email

I przywitaliśmy przedwiośnie w Jaworowym Dworze.

Forpoczta ciepłych miesięcy huraganowym wiatrem przeganiała zimę podnosząc temperaturę sztormowego wręcz jeziora do 6 st. C. Charakteryzujące się temp. 36,6 st. spotkane niewiasty nie zostały zakwalifikowane na Marzannę. Po prostu żal fajnych dziewczyn.

Zdesperowana Kasia dwa razy w kąpielowym stroju rzucała się do wody ale nic z tego nie wyszło za ładną dziewczyną była jak na Marzannę poza tym nic sobie nie robiła z temperatury wody. Kryzys wisiał w powietrzu. Czyżby Królowa śniegu miała powrócić ?!

Wędrowaliśmy po lesie pytaliśmy „leśnych ludzi”, zaglądaliśmy w oczy mchom płonnikom, słuchaliśmy tokujących ptaków, nasłuchiwaliśmy głosów z nor, dziupli i co? Niestety musimy zimie złożyć ofiarę. Jeżeli Marzanny brak to padło na przystojnego, młodego, jędrnego … - Prezesa – pewnie go przyjmie. I tak też się stało.

Wietrznym przedpołudniem rzeczona ofiara zanurzona została w jeziornej otchłani. W humanitarnym odruchu odzieliśmy ją w skafander, daliśmy automat, butle … ( i tak oddychał przez nos ). Robiąc za Marzannę Prezes dzielnie zostawił swój ślad na 1,8 m. Elwood i Jake grali wiosennego bluesa. Kasia, Ela i Jacek asekurowali i wychodzili z podziwu na brzegu a zima doceniwszy jakość ofiary i nasze poświęcenie uleciała gwieździstą nocą. Było to prawie mroźne pożegnanie.

Próbowaliśmy  podczas fotograficznych warsztatów zrobić sobie fotkę z Królową i ofiarą. Czy wyszło można obejrzeć na załączonym materiale. Była jeszcze tymi rękami robiona śliwowica Kasi, była suczka Prezesa – super sympatyczna Suri. Byli wiosenni nurkowie. Janek zrobił profil jeziora (na wysokości Jaworowego Dworu znalazł głębokość 11,6 m, wizura 3 m).

Nauczyliśmy się od zajęcy i jeleni sztuki robienia bobków. Gospodarze jak zwykle zrobili wszystko by żal było odjeżdżać (ach te pierogi …).

Ogólnie jak zwykle było the best.

 
© ERKA 2010